ŻYCIE PO WIERZCHU

Tomasz Miłkowski, TRYBUNA

Nie mamy jeszcze dobrej polskiej sztuki o blokersach. Mamy już kino (świetny film Roberta Glińskiego Cześć Tereska).Jak to trzeba robić dla teatru, pokazał młody Irlandczyk Mark O’Rowe w sztuce Howie i Rookie Lee, wystawionej właśnie w warszawskich Rozmaitościach.

To świat przeżywany po wierzchu. Jego bohaterowie ślizgają się przez życie bezrefleksyjnieażdochwili,kiedyprzychodzi im zderzyć się z prawdziwym dramatem. To świat od spotkania z kolegami do spotkania, od numerku do numerku z przypadkowo poznaną dziewczyną, od wypitki do wybitki. Gładki i żaden. Howiemu się nie wiedzie, życie w domu uwiera, z kumplami też nie przynosi radości, dziewczyny do niego nie lgną, chyba że te gorsze. Rośnie w nim złość. Co pewien czas rozładowuje jej nadmiar w bijatyce. Ale i to nie przynosi ulgi. Rookie ma więcej szczęścia, ma wygląd i gadane, przebiera między „laskami”, ale przyjaciół nie ma, doskwiera mu samotność i choruje na świerzb. W dodatku podpadł silniejszym i grozi mu zemsta.

To oni opowiadają swoje historie. Sztuka O’Rowe’a to dwa monologi, z których dowiadujemy się, kim są, czego chcą i czego nawet nie przeczuwają zagubieni bohaterowie, w których kołacze się niejasne przeczucie, że świat może być inny.

Do opowiedzenia tych historii, pierwszej bardziej serio (Redbad Klynstra), drugiej bardziej komediowo (Maciej Wojdyła) reżyser Artur Urbański i scenografka Magdalena Maciejewska znaleźli idealną przestrzeń. Nasi bohaterowie opowiadają to wszystko na klatce schodowej jakiegoś slumsowatego bloku. Czasem uchylają się drzwi mieszkania, przelatują z hukiem samoloty, odzywają się odgłosy mrówkowca. Klatka staje się miejscem symbolicznym – przejściowym, częściowo zamkniętym jak pułapka, częściowo otwartym, bo przecież są stąd rozmaite wyjścia. To także miejsce podkreślające bezdomność bohaterów – jedynie w przestrzeni niczyjej, w polu bylejakości mogą odnaleźć azyl i tam właśnie próbują zdać sprawę ze swego życia.

Nie tylko przestrzeń, ale i sposób gry chroni ten spektakl przed dosłownością filmowegonaturalizmu.Obajaktorzygrają z pewną dozą „naddania”, celowo stosują „za dużo” środków, podkreślając w ten sposób umowność tej opowieści, a jednocześnie nie rozbijając jej jedności tworzą pełne autentyzmu postacie zagubionych bohaterów: wściekłego Howiego, gotowego siać zniszczenie pod lada pretekstem i domorosłego donżuana z blokowiska, Rookiego, próbującego boczkiem przejść przez życie.

Powstał mądry spektakl, który nie ucieka od autentycznych problemów publiczności teatralnie bezdomnej. Nie wiem, czy przyjdzie ona na to przedstawienie, ale wiem, że pomaga ono rozpoznać strefę zagubienia ogromnej grupy młodych ludzi. Teatr ich nie zbawi. Może „tylko” pokazać.