Z PERSPEKTYWY OBCEGO

Aneta Kyzioł, POLITYKA

W sobotę [18 listopada] w teatrze rządzili laureaci Paszportów "Polityki". Premierę miały "Transfer!" w reżyserii Jana Klaty i "Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku" wyreżyserowana przez Przemysława Wojcieszka debiutancka sztuka Doroty Masłowskiej. Oba spektakle bezbłędnie trafiają w narodowe kompleksy.

O obu głośno było na długo przed premierą. (...) Na odbywającym się kilka miesięcy przed premierą czytaniu dramatu Masłowskiej, "Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku" w TR Warszawa zgromadził się tłum większy niż na niejednym granym tam spektaklu. To pierwszy dramat w karierze najciekawszej pisarki młodego pokolenia, która w dodatku podkreślała, że teatru nie lubi, a sztukę napisała na osobistą prośbę szefa TR Grzegorza Jarzyny. Atmosferę podgrzewały także środowiskowe plotki, jakoby prototypem głównych bohaterów byli sama Masłowska i jej narzeczony, aktor TR Eryk Lubos. Dramat okazał się świetny, jego reżyserię powierzono teatralnej gwieździe - Przemysławowi Wojcieszkowi, a ten w głównych rolach obsadził Lubosa i świetną aktorkę, nazywaną w dodatku scenicznym alter ego Masłowskiej, Romę Gąsiorowską. Spektakl miał odczarować złą passę teatru przy Marszałkowskiej.

Od weekendu już wiadomo, że oba przedstawienia spełniły wysokie oczekiwania. (...) Warszawski spektakl Wojcieszka z wrocławską produkcją łączy motyw tułaczki, bycia w drodze, ale też swoistego wydziedziczenia. Bohaterami sztuki Masłowskiej jest para dwudziestokilkulatków z Warszawy. Zadufany w sobie aktor z serialu i samotna matka, której zdarza się zapomnieć odebrać dziecko z przedszkola, dorabiająca w smażalni kurczaków, a wieczorami puszczająca się z byle kim, żeby tylko nie słuchać gderania matki. Niezakorze-nieni, wyobcowani, życie przecieka im między palcami. Spotkali się na imprezie pod hasłem "Brud, smród i choroby", na którą przybyli przebrani za Rumunów (ona z brzuchem) i postanowili ruszyć w Polskę, żeby posmakować życia w upodleniu.

Miało być na chwilę, ale się przeciągnęło, bo Rumuna, którego w sobie uwolnili, nie tak łatwo z powrotem stłumić. Każde z nich, a także spotykani po drodze ludzie nie czują się pełnowartościowymi ludźmi i tę świadomość rekompensują sobie poniżając innych. Nie mogą znieść myśli, że pędzą najzwyklejsze życie pod słońcem. Każdy chce być gwiazdą własnej telenoweli. Dżina, która przedstawia się jako "artystka życia", wykłada Kierowcy, na którym wymusili podwiezienie, swoje kredo: "Bo najgorsze kurwa jest, że świat chce zrobić z człowieka szarą szmatę salutującą w szeregu, przechodnia przechodzącego przez jezdnię. Pasażera kurwa tramwaju powiewającego na rurce z taką twarzą, o. Bez żadnych wypustek. Bez żadnej twarzy. Takiego jak ty. Człowieka-wędlinę. Ja nie chcę taka być". Wojcieszek w tekście Masłowskiej zobaczył manifest pokolenia urodzonego w latach 80. - wyobcowanego, naładowanego energią, z którą nie wie, co zrobić. Pragną miłości, ale nie potrafią jej dać. Ich świat - mówi Wojcieszek - rozpada się. Nie zdążył się zacząć, a już się skończył. Stopniowo to do nich dochodzi, choć ciągle walczą, zagadując prawdziwe myśli. Dramat Masłowskiej rozgrywa się tak naprawdę w języku, a Wojcieszek zadbał, żeby inscenizacja go nie zagłuszyła.

Oba spektakle - wrocławski i warszawski - są manifestami pokoleniowymi, choć każdy innej generacji. Oba też trafiają w bardzo drażliwe punkty, w nasze kompleksy i bolące rany. Polak widziany z perspektywy Obcego: Niemca czy Rumuna, to niecodzienny widok. Daje do myślenia.