W OJCOWSKICH SIDŁACH

Uwe Mattheiss, Süddeutsche Zeitung

Uroczystość: nowy polski teatr na wiedeńskich Festwochen

W Polsce oraz w kręgach interesujących się nowym teatrem Europy Środkowej, nazwisko Grzegorza Jarzyny (zaledwie 33-letniego) uchodzi za największe wśród polskich reżyserów teatralnych. Być może posiadanie „wielkiego nazwiska” przyczyniło się do tego, że Jarzyna swój udział w produkcji przedstawień ukrywa na afiszupodpseudonimem,któryzawsze nawiązuje do jego osoby lub treści dramatu. Spektakl Uroczystość, który powstał na podstawie filmuDogmyThomasa Vinterberga podpisał jako H7, natomiast inne prace firmujenazwiskamizapożyczonymizliterackiejfikcji.Jest to zarówno artystyczna maniera, jak i gest zaprzeczający uznaniu reżysera za najważniejszego twórcę spektaklu.

Ta sensacja i nowość w polskim teatrze znajduje się na obrzeżach systemu. Główne miejsce działania Jarzyny to Teatr Rozmaitości, dawne kino z 200 miejscami, przyciągające teraz młodą publiczność, która gustuje w radykalnym repertuarze odnoszącym się do rzeczywistości. W przerobionym kinie Jarzyna eksperymentuje wykorzystując w swoich sztukach techniki filmowe.NategoroczneFestwochenzaproszonoJarzynęzprzedstawieniemUroczystość.Założeniamanifestu Dogmy zakładające powrót kina do jego dramatycznych, podstawowych komponentów oraz doświadczenie wyzwolenia i katharsis przez zastosowanie jedynie niezbędnych środków wyrazu, tłumaczą zainteresowanie teatru tym scenariuszem. Tylko czy możliwe jest adekwatne przełożenie radykalizmu metod Dogmy na środki teatralne?

„Dogmatyzm” wymaga określonych warunków przy tworzeniu dzieła. W kinie można to osiągnąć dzięki psychologicznie uwierzytelnionej grze aktorów oraz ograniczeniu się do opowiedzenia zamkniętej historii. Te elementy są jednak ryzykowne, użyte na scenie wprowadzać mogą niebezpieczeństwo wszechogarniającego realizmu. Być może dlatego większość adaptacji teatralnych Uroczystości wiernie wzorowanych na filmienieodniosłasukcesu.Nieprzekonującowypadły również przeróżne wariacje spektakli opierające się na pomyśle wciągnięcia widowni do akcji, karmienia jej np. carpaccio i musem cytrynowym. Jarzyna nie wybiera żadnej z opisanych dróg interpretacji. To, co w kinie staje się arystotelesowskim dramatem, w teatrze może być pokazane jako religijny rytuał. Reżyser jest skrupulatny i wierny scenariuszowi Uroczystości. Podczas traumatycznej wieczerzy tworzy jednak zaskakująco oryginalny, prawie statyczny obraz świata.

Do starego dworku przyjeżdża rodzina wywodząca się z nowej burżuazji. W tym posępnym miejscu rządzi sztywna etykieta w zapiętych kołnierzykach (kostiumy: Magdalena Maciejewska). Wystrój sali mówi o poszanowaniu tradycji i przeszłości (scenografia:MałgorzataSzczęśniak).Wtejponadczasowejprzestrzeniczućjednakpowiewśmierci.Nieszczęście ciąży nad zgromadzeniem, wyczuwamy to już od pierwszego szczęku sztućców.

Jan Peszek przedstawia dwulicowego patriarchę rodu, który ukrywa własną nikczemność powoli cedząc słowa. Spłaca swoje rachunki, ale zamiast chleba daje kamienie. Danie główne uczty to wypchane ptaki przypominające myśliwskie trofea. Rodzina to dla Helge w pewnym sensie również tylko łatwo dostępne, seksualne trofeum. Milcząca, sztywna i idealnie zsynchronizowana grupa kelnerów nalewa gościom wino. Wyglądają jak ministranci osobliwego rodzinnego obrządku. Jarzyna ukazuje wszystkie miejsca z filmuwjednej,niezmieniającejsięscenografii.Dziękitemukażdascena otrzymuje dodatkowe i wieloznaczne tło. To nie działania tworzą tu napięcie, ale wiedza, którą o nich mamy. Wydarzenia są jak wypowiedzi świadków wobec trybunału, w którym dzieci: Christian (Andrzej Chyra), Michael (Marek Kalita) i Helene (Danuta Stenka) występują jako oskarżyciele. Poranek nie przynosi atmosfery odprężenia, jak po oczyszczającym katharsis, ale wyczerpanie spowodowane dopełnieniem rytuału. Miniony wieczór nie miał mocy uzdrowienia, ale był powtarzającym się cyklicznie aktem pokuty.

Grzegorza Jarzynę, reprezentującego nowy polski teatr nie zadowala osiągnięcie sukcesu jako jednej z ciekawostek na międzynarodowym festiwalu. Walcząc z zastanym porządkiem, chciałby również zdobyć centralne miejsce w polskiej kulturze teatralnej. Robi to jednak używając tradycyjnych metod twórczych. Byłoby chyba niewłaściwie pozostawić zmagania się z tradycją starszym pokoleniom.