POŚLUBIONA PRZESZŁOŚCI
Susan Irvine, THE SUNDAY TELEGRAPH
Gdy przedstawienie jest tak bogate wizualnie i tak wyśmienicie zagrane jak Dybuk, zrealizowany przez TR Warszawa, doprawdy nie jest ważne, że jest to sztuka zagrana w języku polskim z napisami. Widownia niesiona jest przez kadencję głosów aktorów i zanurzona w strumieniu obrazów sugerujących odmienny sposób myślenia o „dybuku", które to słowo powtarza się w trakcie przedstawienia po wielekroć.
W żydowskiej tradycji ludowej ów dybuk to dusza osoby zmarłej, która powraca, aby wejść w ciało żywego człowieka. W produkcji pokazanej w Edynburgu, tak samo jak w oryginalnym dramacie z 1914 roku autorstwa Szymona Anskiego, ukochany bohaterki powraca zza grobu, by opętać ciało kochanki dokładnie w dniu jej ślubu. Krzysztof Warlikowski zdecydował się wpleść w tę opowieść historię pióra Hanny Krall, w której mężczyzna opętany jest przez dybuka swojego brata, chłopca zamordowanego podczas Holokaustu. Jest to sztuka o niesłychanie poetyckiej atmosferze; obie historie, choć rozdzielone, oddziałują na siebie, odbijają się w sobie nawzajem, zaś siła dybuka - jako tłumionego pragnienia lub przeszłości, której wolimy nie pamiętać, jest w obu historiach taka sama.
Dla panny młodej (zagranej z wielka intensywnością przez Magdalenę Cielecką) to, czego nie może mieć - to nie tylko utracona miłość, ale także element męski jej osobowości. W jednej ze scen wszystkie kobiety, od dorastającej dziewczynki po babcię, stroją się przed rzędem staromodnych luster, podczas gdy obok wygina się przy rurze tancerz, niczym striptizerka na wieczorze kawalerskim. Panna młoda snuje się wśród kobiet nakładających makijaż, po czym nagle wstaje i wkłada ubranie, które nagi tancerz DYBUK.
