Piekło piękna

Łukasz Drewniak, PRZEKRÓJ

"Portret Doriana Graya" - Borczuch się boi, Drewniak się cieszy, Dorian się nie starzeje.

Oszołomiony pulsującymi piosenkami Lou Reeda, biseksualnym światem Doriana Graya, pomyślałem: jak fajnie, że jest ktoś taki jak Borczuch. Wreszcie normalny reżyser. Nie jeździ po kraju z pogadankami dla bezrobotnych jak Zadara, nie uczy chłopów francuskiego jak Olsten, nie marzy o pracy w kopalni jak Strzępka. Po prostu oddaje się, jak na artystę przystało, błogosławionej dekadencji. Zamiast ideologicznej koszuli zakłada na gołe ciało elastyczną skorupę innego ciała i pyta o konsekwencje rozdzielenia piękna i moralności. Zamknięci w czerwonej komnacie z filmu Lyncha, jego bohaterowie pogrążają się w idei Nowego Hedonizmu. Noszą swoją nagość, perwersję i odmienność niczym przebrania godowe. Ale nie po to, żeby uwodzić i kochać; miłość została tu podmieniona na pragnienie bycia podziwianym. W kapitalnie uwspółcześnionej powieści Wilde'a Dorian Gray - wiecznie młody narcyz, zamiast którego starzeje się jego portret - jest częścią świata celebrytów, marzy o nieśmiertelności Jima Morrisona, Jimmy'ego Hendriksa, Kurta Cobaina. Nie dojrzewa, nie starzeje się, co najwyżej bada, jak bardzo może być zły. Oczywiście próżno szukać pełnej akceptacji Borczucha dla takiego bohatera, ale czuje się w spektaklu nieskrywaną niczym fascynację gestem chwytania chwili za co bądź.

Aktorzy TR nie tyle swingują po rolach, ile zaciągają się swoimi bohaterami jak jointem. Piotr Polak jako Dorian ma w sobie bezkarność 15-latka. Sebastian Pawlak (malarz Bazyli) udaje transwestytę po wypadku motocyklowym. Charyzmatyczny bohater Tomasza Tyndyka (hrabia Henryk Wotton) to karkołomne połączenie macho i dandysa, a Katarzyna Warnke (sylikonowa hrabina Gladys) cudownie rzęzi w chropawej przeróbce pieśni Edith Piaf, że "niczego nie żałuje". Spektakl z TR jest jak zmysłowa fotografia trzymana na dnie szuflady, do której jednak ze wstydem codziennie zaglądamy. Bo nie ma w niej nic prawdziwego, ale jest marzenie o prawdzie. W finale "Portretu Doriana Graya" bohater ma 130 lat i wciąż więzi go gorset młodości. Borczuch boi się sytuacji, w której młodość i piękno będą tylko przekleństwem i piekłem. Jak to dobrze, że jestem już stary i gruby.