NIEPOCIESZONE ŻYDOWSKIE DUSZE POMIĘDZY DAWNYMI LEGENDAMI I WSPÓŁCZESNYMI KATASTROFAMI

Jean Luis Perrier, LE MONDE

Wielka postać z tego Sholema An-Ski (1863-1920), autora Dybuka. Urodzony jako Schlomo Sainveil Rapoport na terenach obecnej Białorusi, ten geniusz Talmudu porzucający yeshiwę w wieku 15 lat dla socjalizmu, próbujący nawrócić na niego hasydzkich wieśniaków, został aresztowany przez carską policję, zanim udało mu się zatrudnić w charakterze górnika, co miało potwierdzić jego przynależność do klasy robotniczej. Wziął drugi oddech przy narodnickich (populistach) z Saint Petersburga, porzucił jidysz dla rosyjskiego, wyjechał do bohemy w Paryżu, przeżył osobiście sprawę Drejfusa, w końcu zboczył w kierunku Szwajcarii, gdzie uczestniczył w tworzeniu rewolucyjnej Partii Socjalistycznej.

Po 1905, powraca do Petersburga, wraca do pisania w jidysz. Przed wybraniem do Dumy w 1917 roku, później przed ucieczką po ostatnie namaszczenie do Polski, przez trzy lata bada swoją ziemię ojczystą, wysłany tam przez Stowarzyszenie Historii i Etnografii Żydowskiej. Wojowniczy literat stał się etnologiem. Zbiera legendy i przedmioty w najbardziej oddalonych szetlach. Na skrzyżowaniu mistyki żydowskiej i popularnej inwencji, odkrywa obecność dybuków. Dybuk to dusza zmarłego, która powraca i wciela się w żywe ciało, dopóki śmierć nie zmyje niesprawiedliwości, której był ofiarą. Mękę, jaką cierpi ten, którego zamieszkuje dybuk, może przerwać jedynie cadyk (rabin), poprzez egzorcyzm.

Z tych wierzeń, na których istnienie od XVI wieku są świadectwa, Sholem An-Ski tworzy, na początku Wielkiej Wojny, sztukę, której nie ośmiela się wystawić.

W istocie, cóż może być bardziej teatralnego od opętania ciała przez obcą duszę? Jego dybuk jednak podąża swoją osobistą drogą. Wędrująca dusza należy do Hannana, zmarłego nagłą śmiercią, w dniu, gdy dowiedział się, że jego ukochana, Lea, wychodzi za mąż za innego. W godzinie ślubu Lea zostaje opanowana przez dybuka zmarłego. Dziwne, lecz wysiłki cadyka, aby ich rozdzielić, są próżne. Jedność Lei i jej dybuka jest mocniejsza niż Prawo. Stają się jednością świetlistej aury.

Triumf tego, co Breton nazywa "szaloną miłością"
Polski reżyser Krzysztof Warlikowski śledził migrację tych dusz aż do współczesności, przechodząc od legendy do opowiadania. Do Dybuka dorzucił kilka zewnętrznych tekstów i przedłużył go o nowelę Hanny Krall, której akcja rozgrywa się współcześnie w Nowym Jorku.

Główny bohater, nazwany Adam S. i jego żona, budzą się w łóżku, w którym zginęli Hannan i Lea, są odgrywani przez tych samych aktorów. Tym razem dybuk znajduje się w ciele mężczyzny. Adam S. jest przenikany przez płacz dziecka, które mówi do niego w nieznanym języku: po polsku. Chodzi o jego przyrodniego brata, zamordowanego przez nazistów pół wieku wcześniej.

Pomiędzy 1915 a 1995 rokiem, między Sholem An-Ski i Hanną Krall, Szoah wyrzucił sześć milionów dybuków w poszukiwanie ukojenia. Cierpienie przepełnia zbiorowe ciało. Jest ono stwierdzeniem niemożliwego do uskutecznienia egzorcyzmu.

Historia ta otwiera niemożliwe do wyobrażenia perspektywy w starożytnych legendach, horror do rozpuszczenia w nierealnych cudach złotego wieku, którego świadectwem są drewniane ściany synagogi, malowane w obrazy ogrodu Eden i bajecznych zwierząt, gdzie Adam S. wyrusza nadaremno w poszukiwanie śladów kraju swoich przodków. W mieszance globalizującej współczesne kultury poszukuje uwolnienia u pewnego guru judeo-buddyjskiego, lecz nie znajduje go, dopóki nie zaakceptuje swojego cierpiącego dybuka.

Krzysztof Warlikowski realizuje to spojenie bajki i historii z wyjątkowym wyczuciem plastycznym. W przestrzeni sacrum, wypaczonej w cieniu czasu, wieśniacy z przeszłości, grzecznie usadowieni w jednej linii, prześcigają się w świadectwach tej fantastycznej boskości. Opowiadanie rozprzestrzenia się jak błyski na ścianach synagogi (video Kamila Polaka), w powolnej, miłosnej krystalizacji. Czary stają się spektaklem, podzielonym, wypunktowanym zanurzeniami w rytuałach, pomiędzy stwarzaniem i dekonstruowaniem. Kochankowie mogą się obejmować, nadzy pozostają w oddaleniu, w oparach świata obrazów, które mają ciężar mentalny. Trwałość duszy -tej dybuka- staje się namacalna; materialne i niematerialne scala się w jednym składniku: teatralności.

Wykształcony w szkołach Krystiana Lupy i Petera Brooka, Krzysztof Warlikowski posiada wiedzę świateł i paroksyzmów Polaka, intuicję Brytyjczyka wymagającą dokładnych posunięć i osobistą inteligencję montażu tego wszystkiego w jedną całości.

Aktorzy, przybyli z Krakowa i Warszawy, należą do najlepszych na polskich scenach (Andrzej Chyra i Magdalena Cielecka są wiecznymi kochankami, którzy staja się współczesną parą), są zdolni do przejścia ekspresją od zbiorowej świadomości do pomieszania jednostki, powodując, że niewidoczny dybuk staje się widoczny, a jego przemianę zapewni mające przyjść na świat dziecko, o nie podlegającej redukcji żydowskiej tożsamości.