Miks kultur znad Sekwany
Tadeusz Żarek, POLSKA – METROPOLIA WARSZAWSKA
Współczesna muzyka francuska to dużo więcej niż zwiewne piosenki o miłości. Choć i takich nie zabraknie podczas IV edycji Francophonie Festival.
Oglądając program tegorocznej imprezy chciałoby się zakrzyknąć: Vive la France! Nie od dziś wiadomo, że nad Sekwaną robi się muzykę ambitną i oryginalną, a dzięki temu festiwalowi możemy ją poznać z pierwszej ręki. I mamy gwarancję, że dociera do nas towar najwyższej jakości. Artyści mogą nie być pupilami tłumów, ale w swojej kategorii są mistrzami. I często uchylają nam drzwi do muzycznych światów, o których istnieniu nie mieliśmy pojęcia.
Już na samym początku czeka nas spotkanie z zespołem, który swoją muzyką dobitnie potwierdza fakt, iż Francja to jeden z najbardziej niezwykłych tygli kulturowych w Europie. Gdzie indziej mogłaby powstać grupa w brawurowy sposób łącząca tradycyjną muzykę rodem z Algierii zwaną chaaba z klubowymi bitami, ostrym rockiem, hiphopowymi nawijkami i społecznym zaangażowaniem godnym 1968 r.? Dla dorastających w wielokulturowym środowisku paryskich przedmieść muzyków Speed Caravan - bo o tej formacji mowa - nie ma w tym nic niezwykłego. Takimi wpływami przez całe życie nasiąkali i teraz po prostu robią to, co czują.
Stojący na czele tego kolektywu Mehdi Haddab to chodzący symbol francuskiej mieszanki kulturowej. Na scenie gra na starym arabskim instrumencie zwanym oud (coś w rodzaju lutni), ale wycina na nim rockowe pasaże godne Jimiego Hendriksa. W tym samym czasie jego kumpel Rocky Singh (wcześniej znany z Asian Dub Foundation) zapodaje transowe indyjskie rytmy, a reszta kapeli daje czadu nie gorzej niż Rage Against The Machine. I jak tu się nie zgodzić z Peterem Gabrielem, który - wydając ich debiutancki album „Kalashnik Love" - stwierdził, że są „jedną z najbardziej ekscytujących hybryd muzycznych, jakie słyszał w życiu"? (...)
