HAMLET "OBNAŻONY" PRZEZ POLSKI TEATR

Jean-Louis Perrier, LE MONDE

Teatr Warlikowski Awinion. Krzysztof Warlikowski otwiera szpadą zakazane drogi duńskich landów

AWINION
korespondencja naszego recenzenta.

 

Z Polski przybyło do nas jedno z najbardziej podniecających przedstawień awiniońskiego lata Hamlet, w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego. Reżyser ten nie ma jeszcze czterdziestu lat i należy do nowego pokolenia twórców, których siedzibą jest Teatr Rozmaitości w Warszawie - ośrodek polskiego odrodzenia teatralnego. Tak jak Grzegorz Jarzyna (który wystawiał w zeszłym roku w Awinionie Iwonę, księżniczkę Burgundii oraz Księcia Myszkina) Krzysztof Warlikowski ma za sobą pracę w teatrze w Krakowie i tak jak on był asystentem Krzysztofa Lupy (jak również Petera Brooka), których wpływ jest widoczny w sposobie traktowanie materii scenicznej - przejściach pomiędzy cieniem a światłem, prowadzeniu akcji scenicznej, wpływ tym bardziej obecny, że wzmocniony przez aktorów grających w Teatrze Starym, w którym działał mistrz.

Kwadratowa scena, nieznacznie podwyższona, umieszczona pośrodku, oddzielona od ławek widzów. Niewielka ilość atrybutów scenicznych rzadko używanych. Na samym środku - żelazna alejka wzmacniająca odgłosy wszystkich kroków. Z jednej strony wznosi się ściana kościoła (nad którą wisi coś, co przypomina zakrwawioną pościel) otoczona palisadami - na wzór areny. Z drugiej strony - stoi ściana pałacu, galeria luster, przed którymi ustawione zostały w rzędzie krzesła dworu. Słychać stłumione głosy strażników, którym ukazuje się duch. Ksiądz odziany w komżę koronuje nowego króla. Królowa Gertruda (Stanisława Celińska) przejmuje koronę aby założyć ją na głowę Klaudiusza (Marek Kalita). Barbarzyński dźwięk bębna i harmonijka towarzyszą rozterkom monarchy.

Za jednym zamachem Krzysztof Warlikowski otwiera szpadą zakazane drogi duńskich landów. Czyż nie przyznał uprzednio: „Hamlet to ja, z moimi wszystkimi ułomnościami i wątpliwościami”. Jego „ja” uwielbia rażące i widoczne barwy sceniczne: stryj Klaudiusz wydaje się być bratem Hamleta (Jacek Poniedziałek), a Ofelia (Magdalena Cielacka), w stosunkach prawie matczynych z księciem, daje się uwikłać w sytuacje, które nie mają nic wspólnego z zabawami towarzyskimi. Krzysztof Warlikowski z upodobaniem przeinacza postaci. Znęca się nad nimi, stara się wyciągnąć z nich nieoczekiwane wyznania.

Smutny książę przechodzi w swoich przeobrażeniach od dziecinnej maski, wyciętej z festiwalowego kartonu - do małpiej mimiki, niezmordowanie obiegając kwadratową klatkę, jaką jest scena. Gdyby Poloniusz nie wyciągnął do niego ręki zamieniłby się w kameleona. Wszystko jest możliwe - włączając w to wejście na scenę mieszkańców Awinionu przedstawionych w postaci trupy aktorów, odzianych w krótkie spodenki, podkoszulki, rozpoczynających deklamację jak na placu Zegarowym. Obrazy – jak wyjęte z albumu wycieczkowego, gdy król i królowa duszkiem wypijają szampana, trzymając w dłoniach batoniki w szeleszczących opakowaniach, jakby byli hulakami biorącymi udział na dobrze zorganizowanej wycieczce. Obrazy prostsze i mocniejsze, gdy Klaudiusz, zdruzgotany, buja się siedząc na krześle, ustawionym na samym brzegu sceny. Obrazy bulwersujące, gdy Hamlet i Ofelia siedzą naprzeciwko siebie w półmroku mocno do siebie przytuleni, a ona zdejmuje z siebie suknię ślubną, która powiększała jej brzuch – (Hamlet - w stroju Adama - obejmuje i całuje matkę ponad ciałem Poloniusza – homoseksualizm Hamleta - w czasie tańczonego z Horacym kadryla).

„Hamlet, to każdy”?