DYBUK ZABRZMIAŁ WSPÓŁCZEŚNIE I PRZEJMUJĄCO

Rafał Węgrzyniak, ZESZYTY LITERACKIE

Z własnych studiów czy wykładu Michaela Steinlaufa z YIVO znałem dzieje Dybuka na scenach żydowskich w jidysz, hebrajskich i polskich. Obejrzałem film Michała Waszyńskiego, powstały w 1937 z udziałem aktorów Trupy Wileńskiej, grających jeszcze w warszawskiej prapremierze z grudnia 1920. Widziałem w 1988 krakowską inscenizację Andrzeja Wajdy, toczącą się na tle macew z cmentarza na Kazimierzu oraz spektakl telewizyjny Agnieszki Holland z 1999. Niedawno wystawił go w Nowym Jorku Tony Kushner. W najnowszej interpretacji Warlikowskiego Dybuk zabrzmiał współcześnie i przejmująco.

Warlikowski połączył utwór An-skiego z innymi tekstami; przesłanie spektaklu rodzi się z ich zderzenia. Opowieści chasydzkie wprowadzają w prologu w krąg mistyki żydowskiej. Przywołują cadyków działających w Kocku, Ropczycach czy Rużynie. Przypominają o unicestwieniu tradycji i społeczności żydowskiej w czasie wojny. Andrzej Chyra w uniesieniu wykładający doktrynę kabalistów o wędrówce dusz i wiecznym związku łączącym zakochanych, przeobraża się w Chanana ze sztuki An-skiego. Epizody z dramatu pozbawiono tła etnograficznego. Scenograf Małgorzata Szczęśniak przeniosła je z Brynicy i Miropola w realia Tel-Awiwu lub nowojorskiego Brooklynu. Judaistyczne rytuały mieszają się ze współczesną obyczajowością metropolii, Warlikowski, jak we wcześniejszych swych spektaklach, wydobył cielesność erotyki i motyw rozchwianej seksualności. Nadzy kochankowie na tle ożywionych ornamentów zwierzęcych ze ścian synagogi przypominają Adama i Ewę w Raju. Łączą się w akcie miłosnym na materacu. Gdy się budzą, Chanan jest już Adamem S. z reportażu Krall, amerykańskim Żydem usiłującym się uwolnić od ducha zamordowanego w warszawskim getcie przyrodniego brata, Lea zaś jego żoną. Adam opowiada, jak pragnął zapomnieć o traumie Zagłady i nie chciał dopuścić, żeby duch wstąpił z kolei w jego syna. W uwolnieniu się od dybuka stara się mu pomóc Samuel Kerner. Żyd-buddysta. Gdy w trakcie seansu z ust Adama wydobywa się płacz przerażonego chłopca, niespodziewanie zwraca się on do niego: "Nie opuszczaj mnie. Jesteś przecież moim bratem". Słowa te nabierają dodatkowego znaczenia, wyrażają przekonanie reżysera, że pamięć o Żydach stanowi nieodłączny element polskiej tożsamości. Natomiast wina metafizyczna i więź z umarłymi, jaką odczuwają Adam S. i przynajmniej niektórzy rówieśnicy Warlikowskiego, wydają się dowodem na istnienie duchowego porządku pomimo erozji tradycyjnych religii.