DYBUK W KING'S THEATRE, EDYNBURG
Benedict Nightingale, THE TIMES
Spektakl Krzysztofa Warlikowskiego rozpoczyna się powoli. Aktorzy w jarmułkach opowiadają baśnie żydowskie, między innymi o Mesjaszu który nie przybył, "bo nikt na niego nie czekał," czy o Bogu który jest "ajin," czyli "nie-czymś," czy o mistyku w twórczości Fausta, niebezpiecznie drążącym Kabałę i problem zła.
Podobne tematy pojawiają się w głównej części spektaklu, i nadają ton, kontekst i głębię opowieści Anskiego o kobiecie opanowanej przez dybuka w dniu ślubu oraz opowiadania Hanny Krall o Adamie, polsko-amerykańskim uczonym opanowanym przez ducha zamordowanego przyrodniego brata.
Po tym jak opętana Magdalena Cielecka, grająca pannę młodą, ucieka przed narzeczonym, goście weselni skupiają uwagę na rabinie, który zaczyna wyjaśniać powody zajścia.
Jedną z najlepszych cech spektaklu Warlikowskiego jest ukazanie, jak niesamowite mogą być pozornie zwykłe wydarzenia. Bowiem panna młoda "należy" do zmarłego syna najlepszego przyjaciela jej ojca, który to obiecał mu córkę, a potem złamał obietnicę. Cielecka szaleje na scenie w trakcie próby egzorcyzmowania dybuka, który przejął władzę nad nią oraz nad jej głosem. Gdy już myślimy, że spektakl się skończył, przemienia się ona nagle w sfrustrowaną żonę pewnego Adama, granego przez Andrzeja Chyrę, który zostaje opanowany przez zmarłego chłopca. Niczym panna młoda z poprzedniej opowieści, nie jest w stanie uciec przed historią. Ona nie była w stanie uciec sfrustrowanemu kochankowi, on nie jest w stanie uciec przed Holokaustem.
O dziwo, połączenie starego i współczesnego spektaklu działa bardzo dobrze. Nie bardzo rozumiem, czemu służyły lwy i jednorożce czy inne stworzenia w tle, ale gra aktorska była na wysokim poziomie, a muzyka niezwykle wszechstronna. W sumie jest to piorunujący początek festiwalu.
