DYBUK
Caroline McGinn, TIME OUT
Kiedy wpadłam do do King's Theater w Edynburgu spóźniona, przemoknięta i zbyt zmarnowana, by przeklinać złodziei, którzy ukradli przewód sygnalizacyjny na stacji Grantham, przez co wykoleił się mój pociąg z Londynu, zastanawiałam się, czy w ogóle uda mi się nie zasnąć na dwuipółgodzinnym polskim przedstawieniu, opatrzonym jedynie tłumaczeniem w postaci napisów.
Nie mogłam mylić się bardziej. Dybuk Krzysztofa Warlikowskiego jest niepokojący i mocny. Produkcja oparta jest na napisanym w jidysz klasycznym dramacie pod tym samym tytułem autorstwa Szymona Anskiego, w którym panna młoda opętana zostaje przez ducha zmarłego kochanka. Jednak w adaptacji Warlikowskiego dramat Anskiego staje się duchem historii, który powraca i nawiedza teraźniejszość.
Wspaniała Magdalena Cielecka gra gotycką pannę młodą z dramatu oraz żonę współczesnego, obojętnego religijnie Żyda - Adama S. (Andrzej Chyra), noszącego w sobie ducha sześcioletniego starszego brata zabitego podczas Holokaustu. Jako opętana narzeczona delikatna Cielecka - przywierając do przezroczystej ściany postawionej na proscenium - wydaje z siebie przeszywająco atawistyczny głos, a rysy jej subtelnej twarzy stają się niepokojąco zniekształcone. Aktorka sugestywnie ukazuje zakazaną miłość dybuka do ciała, które skradł, liżąc w nieopanowanej rozpaczy swoje odbicie w lustrze. Wielopłaszczyznowa produkcja Warlikowskiego ukazuje narzeczoną-dybuka jako symbol tragicznej historii narodu żydowskiego, ale także jako symbol wiary w to, że człowiek ryzykujący miłość - tak samo jak każda kultura pragnąca zmian - jest zawsze i nieodwołalnie nawiedzany przez przeszłość.
To, co łączy na scenie stare z nowym, to bogata i złożona scenografia Małgorzaty Szczęśniak, która wprowadza czerwono-złote, gobelinowe, cudne animacje z elementami zwierząt związanych z kabałą - splecionych lwów i jednorożców, smoków i arabesek. Animacja pojawia się w zaskakującej scenie pomostowej, gdzieś poza ciałem, ale wewnątrz zbiorowego umysłu, gdzie umęczona narzeczona-dybuk zrzuca suknię ślubną i wchodzi naga do nowoczesnego łóżka ustawionego już w innym pokoju, gdzie stare kabalistyczne symbole przybierają na jej obnażonym ciele kształt tatuaży. Podobnie, całe przedstawienie przyobleka najbardziej dwudziestowieczne wątpliwości dotyczące istnienia Boga czy miłości po Holocauście w bogactwo symboli i poczucie ciągłości szeroko pojętego życia ludzkiego, które nawet pesymizm czynią pięknym.
