O pracy nad „Metafizyką” opowiada Łukasz Wojtysko, dramaturg
Na czym polega Twoja praca przy „Metafizyce”?Pierwszym etapem była oczywiście konfrontacja z witkacologią i witkacomanią. Ale spośród mnóstwa książek i artykułów na temat Witkacego wybrałem tylko kilka. Starałem się ograniczyć do lektury tekstów ważnych. Czyli – powiedzmy – takich, które można uznać za najbardziej reprezentatywne dla różnych szkół czytania Witkacego. W ten sposób wyznaczyłem ramy interpretacyjne, żeby móc je w dalszej pracy kwestionować, jeśli okaże się, że mnie ograniczają. Tak właśnie szukałem własnej wizji „Metafizyki”. Teksty teoretyczne są dla mnie jak ściana, od której odbijanie się jest w trakcie pracy bardzo ważne. Nie chodzi mi o to, żeby wszystko podważyć, ale o to, żeby za wszelką cenę pokazać niezwykłą logikę i jednocześnie paradoksalność tekstu Witkacego. Na tym właśnie polega pierwszy etap pracy – robię rozeznanie, co mogę z danym tekstem zrobić.
A jak wyglądają kolejne?
Drugim etapem było znalezienie najbardziej podstawowych kategorii, które funkcjonują w tekście i go porządkują. Jak na przykład dwugłowe cielę, metafizyka (w znaczeniu, jakie jej nadawał Witkacy), kryzys, rasa, egzotyka, choroba, monstrum. Pracę tę wykonywałem oczywiście już razem z reżyserem. Czytałem Malinowskiego, Levi-Straussa, Annę Wieczorkiewicz, Louisa-Vincenta Thomasa.
Czyli Ty jesteś osobą, która wykonuje intelektualną pracę, żeby przygotować podstawy teoretyczne scenariusza?
Taką samą pracę wykonywał Michał Borczuch, tylko skupiał się bardziej na sytuacji i postaciach, ja natomiast od samego początku skupiam się na znaczeniach i kontekstach. Ale zaznaczam, że nie ma między nami sztywnego podziału pracy. To nie jest tak, że ja przygotowuję tekst, dostarczam go Michałowi, który zaczyna pracować z aktorami. Czasami ja mam pomysł, jak powinna wyglądać dana scena i dzielę się tym z Michałem. Przepisując tekst, rozmawiam z nim, tłumacząc mu zmiany, które nanoszę. Niektóre z nich bez komentarza będą po prostu niezrozumiałe, np.: jeśli buduję wielostopniową ironię, muszę to wytłumaczyć, żeby potem móc znaleźć wspólny język sceniczny.
To znaczy, że ściśle współpracujesz z reżyserem od samego początku?
Dokładnie. Jednak moim zdaniem, najważniejszym elementem jest walka między nami. Każdy z nas ma swoją bardzo radykalną wizję. Nie dążymy do tego, aby za wszelką cenę uspójnić nasze stanowiska - im dłużej się różnimy w trakcie pracy, tym lepiej dla spektaklu. Myślę, że najciekawsza część pracy to moment, kiedy wszystko jest w ruchu. Michał patrzy i słucha, a ja słucham i patrzę. Jestem na każdej próbie, żeby móc przysłuchiwać się aktorom. Szukam wtedy nie sensu, tylko rytmu scenicznego. Obserwuję, jak sceny budują się ze słów. Nie zależy mi na tym, żeby to była współczesna adaptacja. Nie interesuje mnie takie przepisanie Witkacego, żeby był w zgodzie z najświeższymi obsesjami teoretyków. Przede wszystkim dbam o to, żeby zachować specyfikę języka. Ale z drugiej strony, jeżeli widzę, że tekst Witkacego jest mizoginistyczny, to chcę to podbić.
Jesteś więc przewodnikiem widza po waszej interpretacji. To Ty kodujesz pewne znaczenia w sztuce.
Tak, wspólnie z Michałem. Nie ma czegoś takiego, że ja szukam pomysłów, a następnie dobieram do nich lektury. Znamy się od dziewięciu lat, czytamy i oglądamy podobne rzeczy, więc mamy bardzo szeroki wspólny zakres kontekstów literackich, filmowych czy malarskich. Dla mnie najciekawsze jest to, że znamy się na tyle długo, aby móc cały czas się ze sobą spierać w trakcie pracy, a nie dążyć do wspólnej wizji. Cały czas szukamy nowej jakości. Staram się mieć zawsze wątpliwości - jak widzę, że udało się zbudować jakąś scenę, zaczynam zadawać reżyserowi takie pytania, żeby utrudnić mu pracę. Innym razem, kiedy ja przepisuję tekst, to Michał zadaje mi takie pytania, żebym nie miał zbyt łatwo.
Jak długo trwało w związku z tym przygotowanie tekstu do metafizyki?
Ponad dwa miesiące przed rozpoczęciem prób już pracowaliśmy nad tekstem i nadal nie jest jeszcze gotowy. Dla mnie nie ma końca pracy nad tekstem.
Nawet jeżeli spektakl jest grany?
Nie przestaję myśleć o tekście nawet po premierze.
Wspólnie pracujecie po raz drugi. Czy praca przy „Metafizyce” jest czymś wyjątkowym, znacząco odbiegającym od tego, co robiłeś wcześniej? Czy osoba Witkiewicza ma na to jakiś wpływ?
Witkacy na pewno wpłynął na naszą pracę, ponieważ bardzo długo z Michałem mieliśmy kłopot z jego tekstami. Każdy z nas z innego powodu. Witkacy bywa tak samo drażniący jak Gombrowicz. Witkacy i Gombrowicz drażnią mnie jako bohaterowie polskiej kultury. Tym bardziej, że obaj jednak zostali przez nią raczej obłaskawieni, a nie przyswojeni. Bardzo bym chciał, aby wszyscy Polacy czytali swoim dzieciom Witkacego.
Dlaczego zdecydowaliście się na Witkacego, skoro obaj mieliście do niego negatywny stosunek?
Po co pracować nad rzeczą, z którą się zgadzasz? Ciekawsze dla mnie jest wzięcie na warsztat czegoś, przy czym będę musiał zweryfikować swój światopogląd. Oczywiście musi mi się to wydać interesujące, intrygujące. Ale zdecydowanie wolę pracować nad czymś, z czym się nie zgadzam. Muszę wtedy skonfrontować się z samym sobą. Przepisywanie tekstu i praca nad tekstem tylko po to, żebym się utwierdził w swoich przekonaniach, wydaje mi się pozbawiona sensu.
Czy masz dystans do sztuki, którą tworzysz?
Nie wydaje mi się, żeby dystans był możliwy. Nie czuję się też strażnikiem sensu, jak mówi się o dramaturgach. Pracuję nad tekstem i w tym upatruję sens swojego bycia na próbach. Wtedy może pojawić się coś, co będzie zaskakujące dla mnie i dla Michała; nawet jeżeli nie zgadza się to z naszym wyobrażeniem, które mieliśmy w głowach na początku.
Wspólnie z reżyserem piszesz program spektaklu, czy mógłbyś powiedzieć, jak wygląda praca nad nim?
Staram się nie traktować programu jako dodatku do spektaklu. Dodatku, który ma coś wyjaśnić. Program to według mnie tekst literacki, który jest kolejnym elementem przedstawienia. To po prostu projekt wizualno–tekstowy. A pisząc tekst do programu „Metafizyki” chciałem jego konstrukcją odpowiedzieć na konwencję samego spektaklu. „Metafizyka” to spektakl intelektualny, w którym oprócz wątków fabularnych są również poukrywane pewne intertekstualne zabawy i one także muszą pojawić się w programie.
Jaki masz stosunek do gotowego spektaklu, oglądasz go często jako widz?
Obecnie najważniejsza dla mnie jest przyjemność ze wspólnej pracy. Czuję się związany emocjonalnie z ludźmi, z którymi pracuję, tak samo, jak jestem związany ze spektaklem. Nie intelektualnie czy estetycznie, tylko właśnie emocjonalnie. Dla mnie był on procesem wchodzenia w relacje i budowania nowych wartości. Nie oglądam później spektaklu, żeby nanosić poprawki. Idę, żeby obejrzeć go jako widz. Lubię wtedy współodczuwać, bawię się, kiedy widzę, że aktorzy się bawią na scenie, wzruszam widząc, że oni też się wzruszają.
Rozmawiał Patryk Wiśniewski, przygotowanie: Patryk Wiśniewski, Agata Banaś, foto: Patryk Wiśniewski.
