(nie)przezroczyste

"Inspirujący nie tylko ze względu na swoją dokumentalność, ale i artystyczną jakość zdjęć" - Joanna Jopek o albumie JARZYNA: TEATR/THEATRE w miesięczniku Teatr.

(nie)przezroczyste

„Zdjęcia są dokumentem, obrazem prawdy" - mówi reżyser w wywiadzie otwierającym (obok szkicu Maryli Zielińskiej) album Jarzyna: Teatr/Theatre. „Mam wrażenie, że ten rodzaj zapisu jest takim małym ziarnkiem, promykiem w walce ze śmiertelnością teatru". Zgromadzone w albumie zdjęcia, zogniskowane wokół przedstawień Jarzyny, posegregowane wedle chronologii, opatrzone komentarzem dotyczącym znaczeń i historii „życia" spektaklu, można traktować — zgodnie z perspektywą, jaką sugeruje Jarzyna — jako swoisty ślad, pamiątkę, dokument, migawkę z odrębnego, już minionego życia teatru, tego, co się wydarzyło i zostało utracone. Teksty wprowadzające i układ zdjęć tworzą konsekwentną i spójną opowieść o ewolucji i drodze, jaką przeszedł w teatrze Jarzyna.

Zdjęcia, stanowiące korpus książki, mają intencjonalnie odsyłać tylko do teatru, przywołane słowa reżysera zdają się świadczyć poczuciu przezroczystości medium, co dodatkowo (i dobitnie) poświadcza fakt, że w albumie fotograficznym nazwiska autorów zdjęć są zindeksowane na samym końcu książki, niewygodne w przyporządkowaniu i odnajdywaniu (to zresztą mój jedyny za rzut wobec tej pięknie skomponowanej publikacji). Przypomnieć sobie, spróbować odnaleźć teatralne przestrzenie wykreowane przez Jarzynę, prześledzić bardzo ciekawą drogę twórczą artysty, wreszcie zaspokoić ciekawość (wielu z zagranicznych przedstawień lub efemerycznych, związanych z konkretnym miejscem projektów z pewnością duża część odbiorców książki nie mogła zobaczyć) czy uzupełnić wiedzę dotyczącą scenografii, aktorów, klimatu przedstawienia - z pewnością za pomocą tego albumu można.

Paradoksalnie jednak ciekawsza wydaje się inna droga, może subwersywna względem zamierzeń jego twórców: gdy przyjmiemy, że te zdjęcia nie są przezroczyste wobec przedstawień (czy można uwierzyć w to, że wykadrowane ujęcie przekazuje prawdę o tym, co się wydarzyło; że nie jest „ustawione"? czy ten, kto spektaklu nie widział, a ogląda zdjęcia, zobaczy w nich odblask tamtego wydarzenia/doświadczenia?), a historie, które opowiadają, mogą mieć niewiele wspólnego z życiem teatru. Albo zaskakująco dopełniać to, co w spektaklu mogło się pojawić, uruchomić inne ścieżki myślenia o tym teatrze.

Z trzech wydanych dotychczas albumów fotografii teatralnej (poprzednie poświęcono teatrom Krzysztofa Warlikowskiego i Krystiana Lupy) ten, mimo najmocniej wyznaczonych ram odbiorczych, wydaje się najbardziej wyczulony na kwestie nie „realności" i „prawdy", ale fikcji, iluzji, lustrzaności, oniryczności i teatralności rozumianej tyleż dosłownie, co metaforycznie, a przez to inspirujący nie tylko ze względu na swoją dokumentalność, ale i artystyczną jakość zdjęć (co oczywiście także wynika z ogromnej fotogeniczności i wystylizowania światów wykreowanych przez Jarzynę, scenografki i reżyserki światła oraz pociągającej i doskonale wyważonej estetyki).

Napięcie między realnym a inscenizowanym, tak często eksplorowane we współczesnej fotografii, tu znajduje zaskakująco inspirujący wyraz. Oprócz zatrzymywania się na temacie utraty, śmierci i przywoływania przedstawienia warto może pójść drogą pozytywną, drogą przyjęcia tego, co jest: dostajemy album estetycznie wysmakowanych zdjęć, otwierających własne historie, (współ)grających z teatrem czy w zaskakujący sposób podbijających (właśnie ze względu na specyfikę medium, a nie jego przezroczystość) wątki i obsesje teatru Jarzyny.

przezroczyste

Od Bzika tropikalnego po Między nami dobrze jest, od „przeżyłem trans" po „nowy początek" (śródtytuły wywiadu rzeki otwierającego album) - Jarzyna Teatr/Theatre jest podsumowaniem, w dobrym momencie chyba poczynionym (w czasie zamykania, ale i otwarcia na nowy etap), dorobku artystycznego i burzliwej historii twórczej reżysera. Drogi od eksplozji teatralności, energii, nowej, młodej siły „ojcobójcy", przez momenty zamętu, poszukiwań, błądzenia, eksplorowania możliwości, marginesów (ten etap, który duża część widowni TR przyjmowała z rozczarowaniem, jako syndrom wypalenia dawnej energii), po dojrzałość, stabilizację, wypracowanie nowych jakości.

Zdjęcia dobrze zapisują dramaturgię tego rozwoju, widać to już w zmianach przestrzeni - pierwsze zdjęcia wchodzą w środek świata scenicznego, są mocno w nim osadzone, jakby rzeczywistość teatralna była dokładnie ograniczonym światem, wciągającym, ale precyzyjnie zamkniętym w swoich ramach. Ten świat pulsuje od wewnątrz, oferuje feerię nasyconych kolorów, emocji, psychodelii, transu, niejasnych obrzędów, miejskiej gorączki, młodości, inicjacji i erotyzmu: tak niektóre zdjęcia z Bzika tropikalnego są narkotyczne, agresywne w nagromadzeniu i nasyceniu kolorów, albo - z Magnetyzmu serca - tajemnicze, inicjacyjne, transowe, przy tym wystylizowane i estetyzujące. Następny etap: wyjście, marginalia, poszukiwania, zapisuje się także w rozwiązaniach przestrzennych - dokumentacja projektu Teren Warszawa przynosi zaskakujące połączenie świata, który można znać ze sceny Jarzyny (konsekwentnie: podobna stylizacja i estetyka, nasycenie barw, mocne emocje i wewnętrzna energia aktorska), wypuszczone w przestrzeń miejską, zewnętrzną, śmieciową i - zdawałoby się - przypadkową.

Aż do 2007- Macbeth (w Hali Waryńskiego), w którego zdjęciach chyba najpełniej wyraża się to fascynujące połączenie - wsobnego teatralnie świata, iluzyjnego, pełnego, i przestrzeni obcej, zewnętrznej, nieprzyjaznej. Podobne wrażenie robią zdjęcia Macbetha w Nowym Jorku, podbijane dodatkowo przez pierwsze (i jedyne w tym albumie) wyraźne znaczenie ram sceny: widać konstrukcję, obramowania i reflektory.

Następujące po nich fotografie z Giovannego, Medei: Projektu i Lwa w zimie są jak próba zainscenizowania powrotu: wraca wrażenie z początku oglądania albumu, podobna transowość, emocjonalność, kolorystyka, ale już jakby z poczuciem zaznajomienia i posmakiem powtórzenia, czy lekkiego znużenia. I wreszcie: przełom w estetyce - wyciszenie kolorów, statyczność ujęć, formalna precyzja, surowość scenografii: T.E.O.R.E.M.A.T. W Między nami dobrze jest także dochodzi do przełamania estetyki „wsobności" kreowanego świata: ramy sceny, elementy scenografii wyraźnie na niej postawione, komiksowe malunki, ekran — wszystko to sprawia wrażenie otwarcia sceny, bawienia się jej właściwościami, wyjścia na zewnątrz. Jesteśmy już zupełnie gdzie indziej niż na początku oglądania albumu, a jednak dojmujące jest także poczucie pewnej pełni, wewnętrznej dramaturgii powrotów wątków, spójności wyobraźni, która przedstawianym światem kieruje.

nieprzezroczyste

Ale taka spójność ufundowana jest na różnorodności, jaką oferuje album: przejawiającej się nie tylko w różnicach bardzo wyraźnych - wachlarz zastosowanych konwencji wizualnego „odczytywania" teatru Jarzyny otwiera się przed odbiorcą, kiedy ten dostaje zdjęcia z prób, kadry ze zrealizowanej w Teatrze Telewizji Historii (niczym zapis wideo-artu), komiks z programu Niezidentyfikowanych szczątków albo zrzut scenograficzny Macbetha. Wyraźnie różnią się też między sobą spojrzenia kilkunastu fotografów (i „zawodowych", jak Stefan Okołowicz, Kuba Dąbrowski, Jacek Marczewski, Weronika Szmuc, czy zagranicznych „dokumentalistów" i tych „niezawodowych" — Jacqueline Sobiszewski, sam Grzegorz Jarzyna) i przyjęte przez nich style; niektóre zdjęcia są gruboziarniste, inne zamglone, odrealnione, jeszcze inne wyostrzone, mocno podkręcone kolorystycznie.

Uwagę, kierowaną zdecydowanie nie tylko ciekawością przedstawienia, przyciągają bardzo autorskie, nieprzezroczyste względem teatru, zdjęcia Jacqueline Sobiszewski, która fotografowała Zaryzykuj wszystko w Warszawie (na Dworcu Centralnym) i w Nowym Jorku - wręcz barokowe nagromadzenie odbić, migotań, luster i nakładających się przestrzeni, mocno wyostrzone, skonfrontowane z nieoczywistą, powszednią przestrzenią. Najbardziej efektowne, wysmakowane stylistycznie, punktujące właściwości estetyczne - piękne zdjęcia Stefana Okołowicza, w których także daje się odczuć rolę obcego spojrzenia, ale raczej takiego, które podbija tematy poddane przez Jarzynę.

Zdjęcia rozbudzają chęć śledzenia zapożyczeń estetycznych, drobnych aluzji, przewrotnych analogii. Punktują mocniej tropy, którymi już posługiwali się komentatorzy teatru Jarzyny: choćby w zdjęciach z Macbetha wyraźnie daje znać o sobie filmowość wyobraźni, kadry odsłaniają świat, który mógłby należeć do Lyncha albo Almodóvara. Natomiast ciekawsze jest to, że gdyby poddać album dekontekstualizacji, wsłuchać się w opowieści, jakie zdjęcia same w sobie niosą, widać zaskakujące zbieżności z kierunkiem, jaki obrała teraz współczesna fotografia kreacyjna, pogrywająca ze sztucznością, teatralnością, inscenizowaniem świata.

Powracające w albumie jak lejtmotyw wątki: szkło, odbicie, przezroczystość, światło, tworzą, ponad podziałami formalnymi, zagadkową opowieść o dziwnym pomieszaniu fikcji, iluzji, sztuczności i realności, przypominającą zdjęcia Gregory'ego Crewdsona, tworzącego pulsujące kolorami, surrealistyczne sceny, osadzone w rzeczywistości małych miasteczek Nowej Anglii. Dzięki takim tematom Jarzyna Teatr/Theatre staje się też fascynującym, „czysto" fotograficznym albumem, snującym swoją własną opowieść o grze z fikcją, realnością, medium, iluzją i prawdą. W walorach artystycznych zdjęć leży duża wartość tego projektu: nie tylko teatr jest tu oświetlany przez zdjęcia, ale i zdjęcia zyskują na wartości dzięki teatrowi w nich zapisanemu.

Joanna Jopek - studentka Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego.